O Zimie Stulecia w Głogowie we wspomnieniach. Historia Głogowa

Kolejny materiał z cyklu Historia Głogowa przybliży nam Zimę Stulecia. Jak wyglądała ona w naszym mieście? O tym opowiada Dariusz Andrzej Czaja.
Historia Głogowa - nowy

Kolejny materiał z cyklu Historia Głogowa przybliży nam Zimę Stulecia. Jak wyglądała ona w naszym mieście? O tym opowiada Dariusz Andrzej Czaja.

Mamy obecnie połowę lutego i jak się okazuje – zima w końcu zaskoczyła wszystkich. Choć to coraz rzadsze zjawisko, że zimą mamy prawdziwą zimę – może więc warto byłoby w tym miejscu przypomnieć właśnie zimę stulecia. A mija już ponad 45 lat od wielkiego jej ataku, która na przełomie 1978 i 1979 roku sparaliżowała całą Polskę.

Wszystko zaczęło się pod koniec grudnia 1978 roku, kiedy to z północy zaczęło docierać mroźne powietrze, zaś kilka dni później rozpoczęły się obfite opady śniegu, które na początku stycznia 1979 roku zasypały i sparaliżowały nasz kraj. W zasypanym Głogowie wiele zależało od głogowskiej Huty Miedzi, gdzie pracownicy tego zakładu mieli pełne ręce pracy aby zapewnić dopływ ciepła mieszkańcom miasta i okolic. Sami mieli jednak nierzadko problem z dotarciem do zakładu lub z jego opuszczeniem. Poniżej przedstawiam fragmenty wspomnień pracowników huty na temat warunków panujących w trakcie Zimy Stulecia. Zebrałem je kilka lat temu przy okazji powstającej monografii na 50-lecie zakładu.

 „W czasie słynnej zimy stulecia, kiedy cała Polska była skuta lodem i zasypana śniegiem, niewielu wie, że mieszkańcy Głogowa (a także głogowski szpital) w ogóle nie odczuli zimna. Mówiliśmy wtedy, że to najcieplejsze miasto w kraju. Ciepło w domach głogowianie zawdzięczają pracy hutniczej elektrociepłowni. Ponieważ wszystkie wydziały produkcyjne (z częściowym wyłączeniem Wydziałów Elektrorafinacji) zostały zatrzymane z powodu ograniczenia dostaw energii elektrycznej i warunków atmosferycznych, pracowników tych wydziałów skierowano do elektrociepłowni. Taśmociągi, które transportowały miał węglowy do kotłów i odbierały żużel paleniskowy, pozamarzały, dlatego miał węglowy z boksów do kotłów trzeba było przewozić taczkami. Tak samo było z transportem żużla paleniskowego na składowisko. Dzięki temu utrzymano produkcję pary i energii elektrycznej” – wspomniał Tadeusz Węcłaś.

Głogów w zimowej scenerii końca lat 70. w obiektywie Adama Królaka.

Pracowałam w sztabie organizującym noclegi i wyżywienie dla ludzi, którzy nie mieli jak wrócić do domu z powodu śnieżnych zasp. Ciąg produkcyjny musiał przecież być realizowany, a autobusy nie mogły dowieźć ani odwieźć pracowników. Największe utrudnienia trwały około 10 dni, zanim drogi zostały przetarte i samochody wróciły na trasy. Wiele osób ze Szprotawy, Żagania, Żar, Kożuchowa i Góry Śląskiej zostało pozbawionych dojazdu. Natomiast z Głogowa do huty autobusy jeździły normalnie. (…) Ludziom należało zapewnić nocleg i wyżywienie. Ile się dało, kwaterowało się w naszych hotelach robotniczych. Huta miała cztery takie obiekty w Głogowie. Wszystkie wolne miejsca, łącznie z pomieszczeniami służącymi za magazyny, zajęli pracownicy niemogący wrócić do domu. Łóżka i całe przechowywane tam zapasy jechały do huty, która miała swój duży zakład transportowy (…). Pracownicy spali w sali widowiskowej, gdzie zmieściło się kilkadziesiąt łóżek. Około 10 osób z mojego działu zaangażowało się w organizację lokum dla pracowników. (…) Dyspozytor huty dawał nam meldunek, ile osób trzeba zakwaterować i działaliśmy. Pamiętam, że kupowaliśmy nawet szczoteczki do zębów, pasty, mydło i golarki, bo niektórzy zostawali na drugą zmianę albo na nockę, nie mając ze sobą nic. Ludzie też musieli coś jeść. Dobrze, że huta miała stołówkę, jednak w tamtych czasach wszystkiego brakowało. (…) Siedzieliśmy tej zimy, wraz z dyrekcją w budynku ze starymi drewnianymi oknami, przez które strasznie wiało. Pracowaliśmy w kufajkach, ciepło ubrani. W naszym dziale mieliśmy dyżury – mężczyźni nocą, kobiety w dzień, popołudniami” – relacjonowała natomiast Krystyna Wesołek.

Dariusz Andrzej Czaja

Znajdziesz nas na:


Zobacz też: