Historyczny sukces głogowskiego „szczypiorniaka”

15 lat temu, w maju 2006 r. Głogów był na ustach sportowej Polski
zdjecia-archiwalne-w-meczu-SPR-Chrobry-Glogow-na zdjęciu kibice

Sport odgrywa ważną rolę w promowaniu miast i regionów, a sukcesy osiągane przez drużynę mogą przyciągnąć do miasta nie tylko kibiców. 15 lat temu, w maju 2006 r. Głogów był niewątpliwie na ustach sportowej Polski. Piłkarze ręczni SPR Chrobry osiągnęli wtedy największy sukces w historii głogowskiego „szczypiorniaka”. Po emocjonujących meczach, którymi żyło całe miasto, sprawili ogromną sensację zdobywając tytuł wicemistrzów Polski. Zacięte mecze przy nadkomplecie publiczności i ogłuszającym dopingu są wciąż wspominane są przez wielu mieszkańców.

Chrobry już na początku sezonu pokazał, że może być „czarnym koniem” rozgrywek. Głogowianie pokonali faworyzowane drużyny Śląska Wrocław, Zagłębia Lubin oraz MMTS-u Kwidzyn. Rozpędzonych piłkarzy zatrzymał dopiero w 10. kolejce aktualny mistrz Polski – Wisła Płock. W rundzie zasadniczej Chrobry przegrał tylko 3 wyjazdowe mecze z faworytami: Wisłą, Vive Kielce i MMTS-em Kwidzyn, na własnym parkiecie nie doznając żadnej porażki!

Po zajęciu 3 miejsce Chrobry awansował do fazy play-off, gdzie sprawił kolejną sensację, eliminując w półfinale utytułowane VIVE Kielce. W finale rozgrywanym do 3 zwycięstw Głogowianie zmierzyli się z obecnym mistrzem – Wisłą Płock. Ostatecznie rywale okazali się lepsi, wygrywając 3:1, choć każdy z czterech pojedynków był niezwykle wyrównany. Ojcem sukcesu był pracujący w Głogowie od 2003 r. Jarosław Cieślikowski. Srebrny medal na parkiecie wywalczyli: Bartosz Jurecki (kapitan), Paweł Piwko, Krystian Kuta, Wojciech Łuczyk, Michał Jurecki, Marek Świtała, Adrian Marciniak, Grzegorz Piotrowski, Sebastian Różański, Jacek Wolski, Kazimierz Kotliński, Mikołaj Szymyślik, Przemysław Pitoń, Tomasz Boruszewski, Jan Rak i Mieszko Nyćkowiak.

Sportowy sukces był trampoliną do międzynarodowej kariery dla kilku zawodników. Największe triumfy w czołowych klubach Europy i reprezentacji Polski święcili bracia Jureccy. Do kadry powoływany był również Paweł Piwko, który zaliczył występ na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, w 2008 r. Tym samym stał się pierwszym, i jak do tej pory jedynym reprezentantem głogowskiego klubu, który wystąpił na Olimpiadzie (Jureccy brali udział w Igrzyskach, ale reprezentowali już inne kluby). W kolejnych latach Chrobremu nie wiodło się już tak dobrze, jednak zespół wciąż występuje w najwyższej klasie rozrywkowej w Polsce.

FOTO: K. Zawicki

Poniżej rozmowa z ówczesnym kapitanem drużyny Chrobrego Bartoszem Jureckim:

Centrum Informacji Turystycznej – W 2006 roku pod twoją kapitańską wodzą Chrobry zdobył wicemistrzostwo Polski. Czy wracasz nieraz pamięcią do tamtego sezonu?

B. Jurecki – Trudno o nim zapomnieć, bo jednym słowem można go określić istnym szaleństwem. Już nie pamiętam, ale chyba pierwszych siedem lub dziewięć pojedynków wygraliśmy. A przecież okres przygotowawczy nie napawał optymizmem, bo przegraliśmy wszystkie mecze sparingowe, nawet z pierwszoligową Miedzią Legnica. Ponadto zaliczyliśmy dwa ciężkie obozy treningowe. Nikt z nas nie spodziewał się takich wyników.

CIT – To skąd one się wzięły?

B. Jurecki – Myślę, że przede wszystkim tworzyliśmy znakomitą grupę ludzi, oddanych na treningach i na meczach. Jeden za drugim, jak to się mówi, skoczyłby w ogień. Niesamowici byli również nasi kibice. Nikt wówczas tak zagorzałych fanów nie miał w lidze. Na każdy mecz przychodziło ponad dwa tysiące ludzi, choć miejsc siedzących w hali jest 1300. Gdy widzieliśmy jak przed meczami finałowymi kolejki przed kasami ustawiały się dwie godziny wcześniej, to serce rosło.

CIT – Niesamowita była końcówka sezonu czyli pojedynki o medale. Najpierw półfinał z VIVE Kielce…

B. Jurecki – Pierwszy mecz u siebie wygraliśmy. By awansować trzeba było wygrać dwa spotkania. Pierwszy pojedynek w Kielcach przegraliśmy, ale drugi, który rozegrany był dzień później wygraliśmy. Zapanowała euforia. Do Głogowa przyjechaliśmy nad ranem, było jeszcze ciemno. Podjechaliśmy autokarem pod ratusz, bo tam mieli czekać na nas kibice i mimo wczesnej pory pojawiła się grupka. Było głośno, szliśmy ze śpiewem ulicą Grodzką i przejściem podziemnym na stację benzynową Statoil, po zimne napoje (śmiech).

CIT – W finale przyszedł czas na Wisłę Płock…

B. Jurecki – Wisła to był zespół niezwykle doświadczony, naszpikowany reprezentantami Polski. My przy nich byliśmy kopciuszkami. Jednak pierwszy mecz przy szalonym dopingu wygraliśmy. Drugi rozegrany był nazajutrz o pierwszej po południu. Teraz myślę, że dla nas to było za wcześnie. I nie chodzi o zmęczenie, ale po prostu jeszcze nie ochłonęliśmy po wygranej. Ostatecznie przegraliśmy. Kolejne dwa mecze odbyły się w Płocku. Po niezwykle wyrównanych grach ponieśliśmy porażki i cieszyliśmy się ze srebra.

CIT – Czy masz kontakt z dawnymi kolegami z drużyny?

B. Jurecki – Dość często rozmawiam z Adrianem Marciniakiem, mam też kontakt z Przemkiem Pitoniem. Niedawno też widziałem się z Pawłem Piwko. Ogólnie każdy poszedł w swoją stronę. Może fajnie było rozegrać specjalny mecz pomiędzy naszą drużyną a obecnym Chrobrym, tak dla uczczenia tej 15. rocznicy. W tym roku mamy pandemię, ale można taki pojedynek zorganizować w roku przyszłym.

CIT – Świetny pomysł i może zainteresuje głogowskich działaczy. Teraz jesteś trenerem Piotrkowianina Piotrków Trybunalski. Czy łatwiej być szkoleniowcem czy zawodnikiem?

B. Jurecki – Zdecydowanie zawodnikiem. Trener musi skupiać się na wielu rzeczach, na które zawodnik nie musi zwracać uwagi. W Piotrkowie mam młodą drużynę, z którą na razie walczymy o utrzymanie w Superlidze. Może z czasem powalczymy o coś więcej.

CIT – Dziękuję za rozmowę.