O Głogowie widzianym przez holenderskiego jeńca. Historia Głogowa

historia Głogowa grafika

Ciekawym tematem okresu II wojny światowej jest przebywanie w Głogowie robotników przymusowych w podbitych przez Niemców krajów Europy. Wśród Polaków, Rosjan, Włochów czy Francuzów byli również Holendrzy. Głównym bohaterem tej opowieści jest Kees Borstlap, robotnik przymusowy, który spisał swoją wojenną włóczęgę z Holandii na Wschód i z powrotem. Mieszkał w małej miejscowości Krommenie, leżącej na północ od Amsterdamu. W połowie grudnia 1944 roku, podczas jednej z łapanek urządzonych w miasteczku przez hitlerowców, dostał się do niewoli. Wraz z 57 innymi obywatelami Holandii został przetransportowany na Wschód, początkowo w okolice Hamburga. Stamtąd 9 z nich wysłano w kierunku niemieckiego Glogau. Jednak o ile droga koleją do Hamburga była dość wygodna, o tyle stamtąd do Berlina odbywała się w fatalnych dla jeńców warunkach – na stojąco w lodowatych wagonach.

W nadodrzańskiej twierdzy jeńcy z Holandii zameldowali się w Sylwestra 1944 roku. Jednak tego transportu spodziewano się tutaj dopiero 3 stycznia. Ich przedwczesny przyjazd wywołał spore poruszenie. Zanim jednak dotarli do miejsca przeznaczenia, wcześniej po wyjściu z pociągu szli jeszcze do celu przez 1,5 godziny – brodząc w śniegu po kolana. Tym sposobem doszli do podgłogowskich Nosocic, gdzie znajdowała się stocznia – obóz pracy – ogrodzony drutem kolczastym i pilnowany przez straż zakładową. Załamani zastanymi warunkami Holendrzy mogli jednak liczyć na międzynarodową pomoc innych jeńców: „Włosi przynoszą wiadro piwa, Francuzi przychodzą z wiadrem zupy, od Serbów dostajemy trochę soli. Zewsząd pomocne dłonie. Rozpalamy w piecu i układamy siano na pryczach, co pozwala nam szybko poczuć się tu nieco lepiej. Jest wieczór sylwestrowy i moje urodziny. Koniecznie chcę wytrzymać do północy, ale o wpół do jedenastej dosłownie padam ze zmęczenia i zasypiam” – tak wspomniał swój pierwszy dzień na głogowskiej ziemi Bortshlap.

Sam Nowy Rok 1945 roku został zapamiętany tak: „Wstajemy o 8 rano i życzymy sobie szczęśliwego Nowego Roku (…) Rosyjscy robotnicy przynoszą do naszego baraku szafy ubraniowe, dostajemy chleb, sztuczny miód i masło. Francuzi zapraszają nas na popołudniowy koncert, zorganizowany przez francuskich jeńców wojennych”. Borstlap opisuje też samo miasto. Obraz jest o tyle godny uwagi, że widziane oczyma nie Niemca, jak i nie Polaka, a kogoś zupełnie z innych stron – Holendra spoglądającego na Głogów mniej emocjonalnie. Borstlap uważał więc, że głogowskiej starówce brakuje przyjaznej i intymnej atmosfery miast holenderskich, podkreślał, że nie widać tu nigdzie czerwonej cegły, tak charakterystycznej dla kamienic w Holandii. Wszystko w Głogowie wybudowane było według ponurego szarego kamienia, w ubogich dzielnicach wręcz do przesady otynkowanego: „Ponure budynki w niesamowicie dziwacznym stylu, jakby barokowym, warowne kościoły i straszne uliczki sprawiają, że mimowolnie myśli się o średniowiecznych gettach i legendach o Golemie”. Żadne inne miasto wschodnich Niemiec jakie miał okazje zobaczyć, nie wywołało w nim tak ponurego wrażenia. Śladów wojny w Głogowie jeszcze nie było widać, stąd na ulicach wyczuwalne było uwielbienie do narodowego socjalizmu i wodza III Rzeszy, po ulicach spacerowały dumne kobiety z żołnierzami. Tutaj Borstlap podkreśla, że w bombardowanej już przez aliantów zachodniej części Rzeszy, Niemcy byli bardziej potulni. O ile jeńcy innych narodowości mieli więcej swobody, to Polacy i Rosjanie mieli zabroniony wstęp do wszystkich kawiarni, do tego musieli oni nosić ubrania z naszytą literą „P” i wyrazem „Ost” (Wschód).

Przedwojenny widok na głogowską stocznię (zbiory TZG)

21 stycznia 1945 roku część jeńców, która wróciła do obozu z kościoła, radośnie oznajmiła, że mieszkańcy Głogowa zaczynają się panicznie pakować. Coraz częściej mówiło się o ofensywie radzieckiej nad Odrą. Przy stoczni w porcie z każdym dniem liczba łodzi z Wrocławia powiększała się. Przybyli tą drogą ostrzegali przed zbliżającymi się Rosjanami. Mimo, że coraz donioślej słychać było w mieście huk radzieckiej artylerii, początkowo jest jednak zakaz ewakuacji obozu. Kolejne dni to ciężka praca jeńców przy wyładunku statków z żywnością, ewakuowaną ze wschodu. W pierwszych dniach lutego nad miastem i obozem pojawiają się radzieckie myśliwce, a w następnych dniach kilka tysięcy ludzi z całej okolicy pracuje przy kopaniu okopów wokół Głogowa.

10 lutego, przy już regularnym ostrzale miasta i obozu przez Rosjan wydany jest rozkaz ewakuacji ludności w kierunku Żagania. Korzystając z panującego chaosu 9 osób (w tym nasz bohater) noc spędzają na dworcu kolejowym, jednak następnego dnia niemieccy żołnierze nakazują im opuszczenie ostrzeliwanego Głogowa. Jeszcze tego samego grupka jeńców trafia do Żukowic i Brzegu Głogowskiego. A dalej, w drodze do Ojczyzny, wędrówka zaprowadziła go i jego kompanów aż do Odessy. Ale to już opowieść na osobny opis… Kees Borstlap po powrocie do domu spisał swoje wspomnienia. Dzięki współpracy syna autora – Henka z Katedrą Filologii Niderlandzkiej Uniwersytetu Wrocławskiego, ze sporego fragmentu Dziennika, powstało kilkanaście lat temu polskie tłumaczenie.

Dariusz Andrzej Czaja

Znajdziesz nas na: