Jak podaje głogowska romantyczna ballada z lat dwudziestych XIX wieku: „w pradawnych czasach z dalekich powracał stron Rycerz (…) odpocząć tam, gdzie miał dom, i gdzie miłą swą”.

Rycerz wracając umęczony po kolejnej wojennej kampanii, marzył wyłącznie o swojej ukochanej. Choć przygód miał, co niemiara: „choć kraj niejeden obieżył, rozliczne grody i sioła, choć wzrokiem dal całą zmierzył”, to nie mógł odnaleźć swojej ukochanej niewiasty, do której biło jego serce. Szukał jej daremnie przez długi czas, ale jego ukochana dawno już pożegnała się ze światem żywych. Gdy tylko rycerz o tym się dowiedział, załamany, w żalu i smutku za swoją ukochaną: „chatkę swą lichą zbudował, wśród lip nad odrzańskim brzegiem, by z miłą się złączyć wspomnieniem”. W zbudowanej przez siebie chatce, prowadził ustronny i smutny żywot, cały czas wzdychając za nieżyjącą już miłością swojego życia: „aż gdy zbiegły mu lata, ze swą miłością się złączył w zaświatach”.

Wiele lat później, w miejscu zamieszkania nieszczęśliwego rycerza: „tam przy odrzańskich błoniach”, powstała gospoda pod nazwą „Lipowe Ustronie”. I choć wśród głogowian cieszyła się sporym zainteresowaniem; to jak można wyczytać w legendzie; nikt z odwiedzających ją, nie wiedział skąd wzięła się jej nazwa. O tym natomiast miał wiedzieć lata wcześniej wyłącznie bohater legendy – nieszczęśliwie zakochany rycerz…

„Lipowe Ustronie” to głogowski przykład romantycznej opowieści. Odnosi się ona do jednej z bardzo popularnych restauracji ogródkowych, które powstawały, wraz z XIX-wieczną rozbudową Głogowa na jego obrzeżach. Gospoda „Lindenruh” znajdowała się przez długi czas naprzeciw dawnego cmentarza ewangelickiego, na wysokości dzisiejszej ulicy Obrońców Pokoju w kierunku na Ruszowice. Z czasem zastąpiła ją ekskluzywna restauracja o nazwie „Rauschwitzburg”, która skończyła swój żywot wraz z nadejściem tragicznego dla Głogowa 1945 roku.

Tekst: Dariusz Andrzej Czaja

Gospoda „Lipowe Ustronie” na widokówce z przełomu XIX-XX wieku.