Największy średniowieczny skarb w Polsce

Został znaleziony w 1987 roku na Dolnym Śląsku
Srebrne grosze praskie z pierwszej połowy 14 wieku, część bezcennego skarbu średzkiego

Ostatnie znalezisko z wykopów w Głogowie jest niewątpliwie ciekawostką, jednak największy skarb na terenie miasta w postaci ponad 20.000 monet odkryto w 1987 r. Dziś jednak inna historia z drugiej połowy lat 80.

Wydarzenia miały miejsce w Środzie Śląskiej. Natknięto się wówczas na złotą biżuterię, srebrne i złote monety, a nawet… najprawdziwszą koronę królewską! Całość wyceniono na 75 milionów dolarów, choć pod względem naukowym znalezisko jest bezcenne. Niesamowita jest również historia odkrycia skarbu i rażących zaniedbań, do jakich wtedy doszło.

8 czerwca 1985 r. wykopywano doły pod fundamenty centrali telefonicznej w Środzie Śląskiej przy ul. Daszyńskiego 14. Nikt wtedy nie zawracał sobie głowy zezwoleniami i nadzorem archeologicznym. I gdy łopata koparki rozbiła dzban, z którego wysypały się monety, robotnicy i gapie rzucili się, by je wyzbierać. Tylko operator koparki Ryszard Widurski przytomnie zabezpieczył to, co się dało. Niestety na miejsce odkrycia nie udało się ściągnąć nikogo kompetentnego i przez całą noc w wykopie grasowali rabusie.

Gdy następnego dnia przyjechał dyrektor Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, znaleziono jedynie 5 kolejnych monet, po czym zezwolono na kontynuowanie prac budowlanych. Ok. 3500 monet wywieziono do Wrocławia. Większość z nich stanowiły srebrne grosze praskie z pierwszej połowy XIV stulecia: 98 sztuk monet Wacława II Przemyślidy i grosze Karola IV Luksemburskiego, a także kilka monet Fryderyka II Poważnego, margrabiego Miśni. Po drodze znikło jeszcze 51 monet, ale to i tak niewiele w porównaniu z tym, ile zostało w kieszeniach nielegalnych kopaczy.

Niestety nie wyciągnięto wniosków z zaistniałej sytuacji. 24 maja 1988 r. doszło do podobnej sytuacji. Na terenie parceli przy ul. Daszyńskiego 12 przystąpiono do rozbiórki zabytkowej kamienicy z gotyckimi piwnicami — bez nadzoru archeologicznego, chociaż zalecił go konserwator. Ponownie łyżka koparki, którą kierował ten sam operator, zahaczyła o garnek…

Tym razem na miejscu szybciej pojawili się pracownicy miejscowego muzeum, dzięki czemu zabezpieczono ok. 800 srebrnych monet i kilka złotych florenów (złota moneta bita przez Florencję od 1252 r.). I znów podjęto fatalną decyzję o kontynuacji prac bez badań oraz o wyrzuceniu gruzów z wykopu na wysypisko śmieci. Na drugi dzień do Środy dotarli wojewódzcy konserwatorzy, ale dół był wyczyszczony. W tym czasie mieszkańcy już przeszukiwali wysypisko, na którym znajdowali złoto. Na wieść o tym zaczęto „oficjalne” poszukiwania z udziałem dzieci z miejscowej szkoły (znalazły 54 grosze praskie i złotą zausznicę, ale część łupów brały do kieszeni) oraz elewów ze szkoły milicyjnej (znaleźli ok. 700 monet i 2 złote floreny).

Władze postanowiły odzyskać utracone części skarbu. W ramach akcji „Korona” namawiano do oddania zagrabionych przedmiotów, grożono wyrokami za przywłaszczenie mienia lub paserstwo i przeszukiwano mieszkania podejrzanych. Szło to opornie i dopiero, gdy ówczesny minister kultury i sztuki ogłosił, że zwracający otrzymają trzykrotną wartość rynkową kruszcu, z którego wykonany jest zabytkowy przedmiot, zgłosiło się kilkanaście osób (jedna z nich za element korony i złotą broszę zainkasowała 10 milionów starych złotych). Jeden z brakujących orzełków odnalazł się dopiero w 1997 r., a kolejny, wraz z kwiatonem, w 2005 r. Nadal brakuje dwóch orłów, ale zapewne nie tylko ich.

Badacze od początku zastanawiali się, do kogo mógł należeć skarb ze złotą koroną segmentową i dlaczego trafił do prowincjonalnej Środy Śląskiej. Przypuszczano, że znajdowała się tam wczesnopiastowska osada targowa, ale z najnowszych badań wynika, że Henryk Brodaty lokował miasto w 1223 r., najprawdopodobniej po to, by mieć się gdzie zatrzymywać podczas podróży z Legnicy do Wrocławia. Miasto na szlaku handlowym, z zamkiem, kościołem św. Andrzeja i klasztorem Franciszkanów, miało potencjał, zapewne dlatego sprowadzili się do niego Żydzi. W 1341 r. król Jan Luksemburski nakazał wznieść za ściągane od nich podatki mury wokół Środy. Zapewne składał się na nie również przyszły właściciel skarbu, zamożny Mojżesz, który w zamian za pożyczkę otrzymał w zastaw m.in. królewskie klejnoty.

Jako że korona należała do kobiety, wśród kandydatek wytypowanych przez badaczy znalazła się m.in. św. Jadwiga Śląska, żona Henryka Brodatego, czy Blanka de Valois, żona Karola IV. Pewne cechy stylistyczne wskazują na warsztaty sycylijskie i paryskie. Pasowałoby to do pochodzącej z Francji i mającej powiązania rodzinne z Sycylią Blanki. Nie można też wykluczyć, że klejnot wykonano wcześniej dla czeskich królowych, na przykład Elżbiety Przemyślidki (1292–1330), żony Jana Luksemburskiego i matki Karola IV, bądź Elżbiety Ryksy (1288–1335), połowicy Wacława II Przemyślidy.

Przeprowadzone w ostatnich latach analizy 193 kamieni z korony wykazały, że kilkadziesiąt z nich zostało pierwotnie źle zidentyfikowanych. Spinele i ametysty okazały się granatami ze złóż czeskich oraz nie najlepszej jakości szafirami z Alp Salzburskich, a chryzopraz pochodzi z kopalni w Szklarach. Badania potwierdzają teorię, że korona została wykonana (a przynajmniej była naprawiana) w jakimś lokalnym warsztacie. Orły mogą odnosić się do herbu Przemyślidów, ale fakt, że trzymają w dziobach pierścienie, czynił z nich symbol dobrej wróżby, co pasuje do koron ślubnych.

Dziś depozyt ze Środy Śląskiej jest uważany za największy średniowieczny skarb w Polsce i jeden z najważniejszych, jakie odkryto w XX w. w Europie. Składa się on ze scalonej segmentowej złotej korony, ceremonialnej zapony królewskiej (klamry używanej do spinania płaszcza) z kameą z orłem, 2 par zawieszek, zapinki z figurą ptaka, 3 pierścieni i złotej taśmy zdobniczej, 7441 srebrnych monet (znaleziska z 1985 i 1988 r.) oraz 40 złotych. Wśród tych ostatnich są floreny Ludwika I Wielkiego z lat 1342–1353 oraz floren Albrechta II z ok. 1350 r., który stanowi najpóźniejszy element skarbu, pozwalający datować moment, gdy ten trafił do skrytki w piwnicy.

Nie wiadomo, jaka część średzkiego bogactwa przepadła bezpowrotnie. Do tej przerażającej grabieży doszło, bo obowiązujące wówczas procedury były niedoskonałe, a panująca powszechnie korupcja dokonała reszty. Ponadto współcześnie dalej nie ma sprawnego systemu przeciwdziałania grabieży dzieł sztuki i historycznych dóbr narodowych. Wprawdzie w ostatnim dziesięcioleciu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nagrodziło 36 znalazców, którzy odkryte skarby, jak monety, naczynia liturgiczne, broń, cenne dokumenty lub starożytne miejsca pochówku zgłosili organom państwowym, to jednak nadal bardzo często poszukiwacze i eksploratorzy okazują się łupieżcami.

Źródła: wielkahistoria.pl, mnwr.pl, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, A. Krzemińska „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich, T. Bonek, B. Chabior, R. Żłobiński, T. Kaletyn