Z kroniki kryminalnej dawnego Głogowa

Dziś o okrutnych karach i wyrafinowanych torturach stosowanych w dawnym Głogowie…
grafika historia Głogowa z Dariuszem Andrzejem Czają

W dawnym Głogowie dochodziło do różnych przestępstw, których większość sprawców surowo ukarano. Na podstawie zaginionych roczników Tschitschnitza nieco informacji na ten temat zachował przedwojenny regionalista – Julius Blaschke, skupiając się na głośnych sprawach przełomu XVI-XVII wieku. Stwierdzał on nawet, że ich sprawcy karani byli w sposób wręcz budzący dreszcz…

W kwietniu 1574 roku niejaki Adam Knobelsdorf, na wyspie przy moście, w pobliżu kolegiaty zastrzelił człowieka z dwururki. W maju jednooki szlachcic Rudolf von Dirna, podczas sprzeczki u pewnego cieśli przy ul. Długiej, przebił sztychem ubogiego przybysza spod Wińska. Za swój czyn został skazany na śmierć przez ścięcie, co wykonano mieczem.                           

Na początku sierpnia dwóch sukienników przed furtą przy kościele Bożego Ciała, zabiło innego sukiennika – Adama Waltzera. Sprawcy tego czynu szybko się ulotnili.

Pod koniec kwietnia 1575 roku Jakub Pusch zastrzelił Jana Fischlachena na ul. Mącznej. W sobotę, po tym wydarzeniu, sprawca miał być stracony. Lecz po interwencji jego szwagra – Jana Schickfussa, egzekucję wstrzymano i winnego ukarano kilkanaście dni później.

W sierpniu doszło do zatargu na moście odrzańskim. Syn mieszczanina – Michał Keule miał tak pobić jakiegoś Polaka, że nieszczęśnikowi jelita wyszły do stóp.

W październiku syn sukiennika – Grzegorz Zeber, zabił na ul. Odrzańskiej czeladnika krawieckiego – Szymona Goltzena.

21 października 1597 roku, w klasztorze klarysek odbywały się obłóczyny polskiej panny (uroczystość przyznania sutanny/habitu). Wieczorem po tych uroczystościach, pomiędzy obecnymi Polakami powstała ostra bijatyka, w której wielu miało zostać poranionych.

Następnie 17 marca 1599 roku, w pobliżu Głogowa, odnaleziono ciało młodego człowieka, któremu nieznany sprawca zadał aż 10 ciosów. Co ciekawe, tego samego dnia na polu pod Wierzchowicami zamordowano dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Tym razem sprawcę ujęto bardzo szybko. Podczas przesłuchania miał się przyznać do popełnienia aż 12 morderstw. Po kilku dniach ukarano go i to w drastyczny sposób. Był szarpany czterema rozpalonymi obcęgami a następnie bardzo wolno łamany kołem.

11 lutego 1600 roku kilku szlachciców zatrzymało się w oberży w Rynku i w stanie nietrzeźwym poranili dzbanem po głowie strażnika wieżowego. Następnie porozbijali naczynia, powybijali okna, zabrali też i zniszczyli zapasy kiełbasy. Dzień później bramy Głogowa były zamknięte aż do południa, aż ujęci sprawcy poręczyli, że stawią się w przyszłym kwartale przed sądem.

Kilkanaście dni później, w tej samej oberży, parobek pewnego szlachcica zabił innego. Pomimo szybkiego zaryglowania bram miejskich, sprawcy udało się uciec.

Zabójczynie dzieci były topione, a przykładami są tutaj: córka Lindnera w Głogowie (1567), pewna dziewczyna z Nielubi (1568) oraz służąca z Brzostowa (1575). Za inne przestępstwa, np. kradzież, rabunek, włamanie, oszustwo na dużą skalę ale też za zdradę kraju – karano stryczkiem, stały opór przeciw władzy – nałożeniem klątwy ale i wygnaniem z miasta. Za przywłaszczenie publicznych pieniędzy – karano dożywociem w areszcie w wieży, za zdradę małżeńską i rozpustę – wystawieniem pod pręgierz i biciem rózgami. Mordercy i rabusie byli łamani kołem, podpalaczy – jak dwie kobiety i mężczyzna z Jerzmanowej w 1606 roku, zabijano paląc na stosie. Podobnie czyniono z czarownicami.

Ale kary nakładano też za występki popełnione przez przedstawicieli elit. Przykładem jest banicja szlachetnie urodzonych: Hieronima von Kreckwitz (1561) czy opisywanego w zeszłym tygodniu Rudolfa von Dirny (1574). Obaj, za morderstwa, wygnani zostali z księstwa „na zawsze”.

Brutalne kary nakładano na dzieci, które ciężko wystąpiły przeciw swoim rodzicom. W 1570 roku niejaki Michał Hering miał kopnąć swojego ojca w brzuch tak mocno, że nieszczęśnik zmarł. Syna stracono w najokrutniejszy sposób: „Najpierw odrąbano mu przed drzwiami jego ojca prawą nogę, którą uderzył, następnie szarpano go obcęgami na wszystkich krzyżujących się ulicach i drogach, w końcu poćwiartowano i te ćwierci rzucono przed cztery bramy miejskie”.                                                                                                                                           

Za naruszenie spokoju domowego groziło ścięcie mieczem. Młodzi ludzie, którzy nocą na ulicach Głogowa lub w innych publicznych miejscach dopuszczali się swawoli lub ataku na straż nocną, byli karani nie tylko aresztem, ale nierzadko też wypędzeniem z miasta. Głogowianin, który po wieczornym biciu dzwonu miejskiego napotkany został przez strażników w winiarni lub piwiarni, podlegał karze pieniężnej lub zamykano go w areszcie. W Głogowie funkcjonowała też dość oryginalna kara – klatka błazeńska, znajdująca się w na narożniku rynku, w pobliżu wejścia do dzisiejszego teatru. Zamykano w niej skazane za drobne oszustwa (głównie oszukujące przekupki) i oddawano je na pastwę mieszczan. Przy stałym i szybkim obracaniu ruchomej klatki, skazana od zawrotu padała nieprzytomna i z trudem przywoływano ją do życia. Naturalnie, w celu dalszego wyżywania się nad nią.

Tortury stosowano również na podejrzanych, aby wydobyć z nich zadowalające zeznania. Nierzadko było więc tak, że nawet gdy dany osobnik nie popełnił zarzucanego mu czynu, przyznawał się, aby tylko ukrócić swoje cierpienia.

Tekst: Dariusz Andrzej Czaja

Wybudowana w XVI w. szubienica miejska na rycinie Fryderyka B. Wernera.