Termalika wygrywa w Głogowie

Chrobry przegrywa z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza 0:2. Goście zasłużenie wywożą z Głogowa komplet punktów i pewnie awansują na pozycję lidera.
DGL News

Chrobry szybko zaczął szukać swoich okazji w stałych fragmentach. W pierwszych minutach wywalczył i rzut wolny, i rzut rożny, ale po nich nastąpił dłuższy okres przewagi Termaliki. Goście potrafili utrzymać się przy piłce, kontrolować tym spotkanie i w tym czasie wypracowali dwie szanse. Pierwszej nie wykorzystał główkujący przy dalszym słupku Kacper Śpiewak. Druga, w 23 minucie, po raz kolejny wzięła się od dogrania piłki z prawej strony. Tuż przed linią bramkową otrzymał ją Roman Gergel i najlepszy strzelec ligi z bliska pokonał Kacpra Bieszczada. Do końca tej połowy wynik już nie uległ zmianie, bo po żadnej ze stron nie było ku temu okazji. 

W drugiej połowie już na jej samym starcie Chrobry dał sygnał, że zamierza odrobić stratę. W sytuacji 1×1 strzał Maksa Banaszewskiego obronił jednak Tomasz Loska. W 59 minucie trener Ivan Djurdjević dokonał dwóch zmian, na boisko wprowadzając Marcela Ziemanna i Mateusza Machaja. Niestety, obaj nie zdołali się rozkręcić, a tym samym zrobić tego samego z ofensywą, bo chwilę po tym goście prowadzili już 2:0. Wynik podwyższył Kacper Śpiewak. W pierwszej części nie wykorzystał dogrania z boku, bo wtedy dobrze zachował się Kacper Bieszczad, tym razem zawodnik Termaliki dopiął swego. Sytuację dodatkowo skomplikowała czerwona kartka Tomasza Cywki. Dwie żółte otrzymał w ciągu 120 sekund i od 71 minuty Chrobry grał w dziesięciu. W efekcie już do końca okazje stwarzali tylko przyjezdni, a po jednej z nich głogowian uratował słupek. 

Z powodu zakażeń i urazów zabrakło nam środkowych obrońców, a taka sytuacja nieco zmienia rzeczywisty obraz – powiedział po meczu trener Ivan Djurdjević.

Kolejny mecz już w sobotę i po raz kolejny będzie on bardzo wymagający. Trzy dni po rywalizacji z wiceliderem (a teraz już liderem) Chrobry zagra z… wiceliderem – o godz. 12.40 Pomarańczowo-Czarni zmierzą się na wyjeździe z zepchniętym z samej góry ŁKS-em Łódź. 


tekst i zdjęcia: Łukasz Jaremkiewicz